Nie tylko 'Jetsonowie'. Najbardziej pamiętne filmy (i nie tylko) o dystopijnej przyszłości

Justyna Bryczkowska

Jetsonowie wychowali nas w przekonaniu, że już w XXI wieku wszyscy będziemy samochodami latać, a nie jeździć, z kolei Marty McFly z "Powrotu do przeszłości" rozbudził w nas marzenia o latających deskorolkach. Z drugiej strony Mel Gibson w "Mad Maxie" pokazał nam pustynny świat, w którym człowiek może liczyć tylko na siebie i swój samochód, zaś Harisson Ford w “Łowcy androidów” przestrzegał przed bezwzględnymi korporacjami.

Już Juliusz Verne w swoich powieściach snuł wizje o niesamowitych rzeczach, które staną się możliwe w przyszłości dzięki rozwojowi techniki. Z pasją opisywał np. fantastyczne przygody kapitana Nemo i jego podwodnego statku Nautiliusa, marzył o podróżach w głąb ziemi oraz podniebnych wędrówkach i odkrywaniu nowych światów. Jego entuzjastyczne nastawienie udzieliło się pokoleniom następnych twórców, jednakże należy przyznać, że z czasem wizje przyszłości - nawet w kreskówkach dla dzieci - stawały się coraz bardziej mroczne i złożone.

Jak popkultura widzi przyszłość? "Rodzina Jetsonów"

"Rodzina Jetsonów" to jeden z najpopularniejszych programów telewizyjnych, który intensywnie eksplorował wizję przyszłości i niewątpliwie zostawił na całych pokoleniach widzów oraz kolejnych twórców swoje piętno. Akcja animacji osadzona została w latach 60. XXI wieku i pokazywała rzeczy, które drzewiej zdawały się niestworzone, a dziś są niepokojąco znajome. To ta kreskówka przewidziała np. istnienie płaskich telewizorów, wideorozmowy, smartwatche, cyfrowe wydania gazet, powszechne użycie ruchomych chodników, odkurzacze działające jak słynna dziś roomba, inteligentne domy, mówiące budziki, mikro kamery stosowane w medycynie, bieżnie dla psów czy roboty domowe i wycieczki w kosmos (Elon Musk nie ustaje w swoich wysiłkach, by podróże w kosmos były tańsze i bardziej dostępne). No i nie zapominajmy, że syn głównego bohatera często brał też udział w zdalnym nauczaniu!

W dużym stopniu to przez klasyczną kreskówkę o sympatycznych Jetsonach wielu z nas żyje też w twardym przekonaniu, że przyszłość nadejdzie wtedy, kiedy wszyscy będą używać latających samochodów, tak jak dziś używa się tych normalnych. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, dlaczego tak naprawdę Jetsonowie i inni obywatele XXI wieku muszą mieszkać w domach tak wysoko położonych nad ziemią.
W jednym z odcinków szef George'a Jetsona tłumaczy, że jego rodzinna firma założona jeszcze w XX wieku musiała przenieść swoją siedzibę na wysoką platformę z powodu silnego zanieczyszczenia powietrza i powierzchni planety. W świecie przyszłości Jetsonów smog jest tak silny, że ludzie muszą mieszkać na dużych wysokościach - tę historię twórcy potwierdzają też np. w specjalnym odcinku, w którym Geroge Jetson opowiada Fredowi Flintstone'owi, że w jego czasach trawa już od dawna nie istnieje.

Latające samochody to w takich okolicznościach zatem absolutna konieczność i ciągle coś na kształt niedoścignionego marzenia wielu zapaleńców. Podobnie chyba jest z latającą deskorolką Marty'ego McFly'a, która według twórców filmu "Powrót do przyszłości 2" miała być dostępna w 2015 roku, podobnie jak sportowe buty, które same się wiążą. W tym wypadku fantazja scenarzystów wyprzedziła nieco postęp technologiczny, choć oczywiście prototypy tych wynalazków są dostępne dla nielicznych.

  • Blade Runner 1982, reż. Ridley Scott

  • Materiał promocyjny partnera

  • Blade Runner 1982, reż. Ridley Scott

  • Robocop, fot. Shutterstock

  • Mad Max, reż. George Miller


Pustynia z przyszłości

Mniej przyjazną wizję przyszłości zdecydowanie przedstawiał pierwszy film z serii "Mad Max", który na ekrany trafił w 1979 roku i niewątpliwie przyczynił się do rozkwitu kariery Mela Gibsona. Scenariusz filmu powstał na bazie opowiadania, którego akcja została osadzona "w niedalekiej przyszłości", a w której to panuje absolutna anarchia, dzika susza i swoisty kult siły, która tutaj wzmocniona jest jeszcze zdobyczami motoryzacji.

Pierwsza część filmu z Gibsonem w istocie jest parafrazą klasycznego westernu, w którym mamy nieustraszonego stróża prawa (czyli policjant "Mad" Max), walczącego z niebezpiecznym gangiem - tutaj motocyklistów. W zdziczałym pustynnym świecie, gdzie rządzi silniejszy, szybszy i sprawniejszy samochód czy motor to niezbędne narzędzie, które pomaga przetrwać i wygrać niebezpieczne starcia, zdobyć posłuch u innych. Toteż w istocie walka o przywrócenie jakiegokolwiek ładu w pogrążonym w anarchii świecie, próba odbudowy więzów społecznych czy zaufania do drugiego człowieka.

Akcenty dramaturgiczne rozłożone są według klasycznych schematów, ale widzów w jakiś sposób urzekło też spojrzenie twórców na tę dziką przyszłość, która wydaje się też w jakiś sposób prawdopodobna - jeśli wyginą wszystkie rośliny, całą planetę pokryje wielka pustynia, woda naprawdę będzie cenniejsza niż złoto, a o tym jest m.in. choćby trzecia część kultowego już cyklu, a szykuje się przecież czwarty.

Ludzie kontra maszyny

Nie zapominajmy, że w latach 80. powstała też kultowa produkcja Ridley’a Scotta, który dał nam wtedy klasycznego już dzisiaj "Łowcę androidów" z przepyszną rolą Harrisona Forda. Film na podstawie powieści "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" napisanej przez Philipa K. Dicka nominowany był do dwóch Oscarów i Złotego Globu.
Kiedy film wchodził w 1982 roku na ekrany kin, rok 2019, w którym osadzona została jego akcja, wydawał się naprawdę daleką przyszłością. Wizja twórców zakładała, że na tym etapie ludzkość już dawno będzie prowadzić ekspansję innych planet i galaktyk, a do niebezpiecznych prac w pozaziemskich koloniach będzie wykorzystywać replikantów: idealnie podobne do ludzi byty, które powstały w drodze eksperymentów genetycznych korporacji Tyrell.

Replikanci wyglądają jak ludzie, ale są też dużo silniejsi i bardziej zwinni. Są tak podobni do ludzi, że niemal niemożliwi do odróżnienia - niemniej cechuje ich brak empatii i rzekoma niemożliwość do odczuwania emocji. Kiedy w jednej z kolonii dochodzi do ich buntu - chcą mieć bowiem prawo do decydowania o własnym losie - replikanci zostają uznani za nielegalnych na ziemi i powstaje specjalna jednostka policjantów specjalizujących się w ich śledzeniu i unieszkodliwianiu.
Film na początku miał mieszane recenzje, jednak dzięki rosnącej popularności kaset wideo z czasem zyskał status kultowego. Widzów i krytyków zaintrygowało to, jak twórcy realistycznie i spójnie przedstawili wizję przyszłości i to takiej z koszmarów.

Bo poza wątkiem ścigania zbuntowanych replikantów, który zmuszał widzów do poważnego przemyślenia kwestii tego, co czyni człowieka człowiekiem, humanitaryzmu, to "Łowca androidów" pokazuje zjawiska, których ludzie się wtedy naprawdę obawiali w związku z przyszłością: dominacji wielkich korporacji nad codziennym życiem, totalitarnego niemal sposobu funkcjonowania społeczeństwa, w którym policja jest głównym organem kontroli, niebezpieczeństw związanych z inżynierią genetyczną, "buntu maszyn", katastrofy ekologicznej, przez którą trzeba by m.in z marnymi skutkami klonować zwierzęta, a wręcz szukać miejsca do życia poza ziemią. No i oczywiście dochodzą do tego wizualnie zachwycające elementy produkcji, i to jak pokazane zostały np. sławetne latające samochody czy reklamowe hologramy.

MATERIAŁY PARTNERA
VIDEO: Zwiastun 'Cyberpunk 2077'

Fot. Materiały partnera


Nie zapominajmy też, że także na pozór rozrywkowy i także dziś już kultowy "RoboCop"z 1987 roku podejmuje podobne wątki. Bo przecież super-glina z przyszłości powstaje w efekcie okrutnego eksperymentu wielkiej korporacji OCP, która wykorzystuje części ciała śmiertelnie rannego policjanta, by stworzyć hybrydę człowieka i robota.
Tak też policjant Alex Murphy zostaje wskrzeszony jako posłuszny poleceniom korporacji cyborg, któremu wykasowana zostaje pamięć z poprzedniego życia. Początkowo więc jest RoboCop posłusznym narzędziem i nie zdaje sobie sprawy z tego, że był kiedyś zwyczajnym człowiekiem. Nadchodzi jednak moment, w którym utracona pamięć do niego wraca, a on sam odzyskuje swoją dawną tożsamość i postanawia się zemścić na swoich oprawcach.

Co ciekawe, także w latach 80. powstała kultowa gra RPG "Cyberpunk 2020", której autor Mike Pondsmith nigdy nie krył swojej fascynacji właśnie "Blade Runnerem", choć można w jego narracji znaleźć elementy widoczne także choćby właśnie w "Mad Max". Także w jego świecie dochodzi do katastrofy ekologicznej, to korporacje przejmują kontrolę nad polityką i ekonomią, biedniejsi stają się jeszcze biedniejsi, bogaci jeszcze bogatsi, podziały społeczne się pogłębiają, dostęp do technologii oznacza władzę, a ludzie dążą do zyskania nieśmiertelności - tę chcą zyskać za pomocą cyberimplantów, które mogą sprawić, że staną się silniejsi czy szybsi. Tutaj więc modyfikacje ciała, scalanie się z maszyną jest procesem jak najbardziej pożądanym z powodu korzyści, jakie to daje w świecie, gdzie trzeba walczyć o przetrwanie. Z gry szybko narodziło się całe uniwersum - z książkami, grafikami, niedługo ma powstać serial, a CD Projekt RED wypuści wysoce oczekiwaną grę "Cyberpunk 2077".

Wielbiciele "Cyberpunka" podkreślają, że Pondsmithowi w wielu przypadkach udało się całkiem trafnie przewidzieć niektóre zjawiska, takie jak to, że w scenariuszu rozgrywki pojawił się zapis o tym, że pod koniec lat 90. władzę nad Związkiem Radzieckim przejmie KGB. Choć ZSRR teoretycznie już nie istnieje, to jednak trudno przegapić fakt, że były agent KGB, Władimir Putin, został prezydentem Rosji w roku 2000.

Filmowa przyszłość: co z emocjami?

Ale przypomnijmy sobie też, że wątki zbuntowanych cyborgów i walki ludzkości z maszynami podejmują przecież tak kultowe filmy jak słynny "Terminator" czy obezwładniający "Matrix". I te emocje, których rzekomo nie mają replikanci, to coś czego pozostają pozbawieni np. ludzie w filmie

"Equilibrium" z Christianem Balem i Seanem Beanem w rolach głównych - społeczeństwo przyszłości swój rzekomy ład opiera na wyzbyciu się emocji, wszyscy obywatele winni łykać specjalne tabletki. Zakazana jest też sztuka i literatura, jako manifesty tych uczuć i emocji, które są oznaką samodzielności ludzi, którzy zaczynają się buntować. Tych buntowników ścigać mają specjalni policjanci - nieposłusznych wysyła się na śmierć, nawet jeśli to członkowie rodziny.

W tym też widać przebłyski koncepcji Aldousa Huxley'a, który w "Nowym wspaniałym świecie" opisał społeczeństwo narodzone w próbówkach, odgórnie przydzielone do poszczególnych kast, idealnie jednolite i także chemicznie wyprane z emocji - genialną książkę nareszcie przerobiono na serial w 2019 roku, jedną z głównych ról zagrała Demi Moore. A przecież tabletkę na przekształcenie popędu seksualnego na pęd ku karierze brały także kobiety w "Seksmisji" Juliusza Machulskiego: w świecie pozbawionym mężczyzn, seks i miłość nie istnieją.

Jak będzie wyglądać przyszłość? Jedni marzą o kosmicznych podróżach, odkrywaniu nowych światów, zaawansowanych technologiach, które będą pozwalały robić rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe, a inni widzą - zamiast ścieżki rozwoju - nieustający marsz ku zagładzie społeczeństwa i człowieczeństwa w znanym nam kształcie. Powodem upadku mogą być i obce cywilizacje, ale często to sami ludzi doprowadzają do upadku świata poprzez katastrofalne w skutkach wojny, katastrofy klimatyczne i eksperymenty nad sztuczną inteligencją, która może przecież się zbuntować przeciwko swoim twórcom.


W tych wizjach życie w przyszłości oznacza konieczność dostosowania się do nowej i niebezpiecznej rzeczywistości, w której świat przypomina postindustrialną pustynię. No i do tego dochodzą jeszcze kwestie człowieczeństwa i humanitaryzmu, którego może po prostu zabraknąć - inżynieria genetyczna, środki chemiczne wygaszające emocje i np. pozbawiające popędu seksualnego, czy mechaniczne wszczepy, implanty - mogą sprawić, że człowiek przestanie być człowiekiem. Podsumowując: przyszłość oczami twórców popkultury wygląda bardzo odmiennie, ale niezwykle często jest ukształtowana przez czynniki, które sprawią, że życie, które znamy, nie będzie już możliwe.

Czytaj więcej: