Popkultura zna wiele recept na nieśmiertelność. W “Cyberpunku 2077” gra toczy się o jedną z nich

Maja Piskadło

"Kto chciałby żyć wiecznie?” - pyta Freddie Mercury w niezapomnianej balladzie, którą Brian May napisał na potrzeby filmu “Nieśmiertelny”. Pewnie każdemu z nas przemknęła przez głowę myśl: “jakby to było nigdy nie umrzeć?”, mimo że kolejne dekady na Ziemi nie zapowiadają się obiecująco. Stale poszerza się niemniej grono tekstów kultury, które o nieśmiertelności rozprawiają z wielkim wzięciem - zawsze było w niej przecież coś fascynującego. Z okazji premiery "Cyberpunka 2077”, który do grona takich tekstów należy, przyglądamy się kilku sposobom na wieczność podsuwanym przez popkulturę.


Znamy licznych bohaterów-szczęściarzy (?), którzy o nieśmiertelność nie musieli się za bardzo starać. Wampiry, elfy ze Śródziemia, wróżki, kucyki Pony, niezliczone postaci z komiksów, mangi czy anime - lista jest naprawdę długa. Nieśmiertelny urodził się Connor MacLeod ze wspomnianego filmu - nomen omen - “Nieśmiertelny”, podobnie jak Doktor Who czy Davy Jones z “Piratów z Karaibów”. Bez wątpienia niemała część z wymienionych postaci mogłaby poświadczyć, że nieśmiertelność niekoniecznie jest tak wspaniała, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, ale zgodnie ze starą prawdą - jeśli nie spróbujemy, to się nie dowiemy. A żyć wiecznie próbowało wielu - różnymi drogami.

Alchemiczne machlojki

W pierwszej kolejności nieśmiertelność najpewniej przywodzi na myśl magiczne substancje, które miałyby ją zapewnić. Średniowieczni alchemicy z zapałem poszukiwali odpowiedzi na pytanie, co należałoby ze sobą połączyć, by być młodym na zawsze. Ciężko zliczyć, ile razy we współczesnej literaturze, filmach czy grach przewijał się eliksir życia, którego spożycie zatrzymuje starzenie i daje zwykłemu śmiertelnikowi niezwykłe zdrowie i siłę. Na łyczek magicznej mikstury skusiły się np. Meryl Streep i Goldie Hawn jako Madeline i Helen, główne bohaterki komedii “Ze śmiercią jej do twarzy”, które zachowały młodzieńczy wigor, ale straciły funkcje życiowe. Wiecznie żywe, a jednak martwe kobiety doczołgały się jakoś do roku 2029, kiedy ich gnijące ciała zupełnie odmawiały im posłuszeństwa - ot, i tyle przyjemności z nieśmiertelności. Eliksir życia udało się też uzyskać np. granemu przez Hugh Jackmana onkologowi z filmu “Źródło” - a to z kolei dzięki drzewu życia, które miało uratować jego żonę przed skutkami bezlitosnej choroby.

  • "Harry Potter i Insygnia śmierci", reż. David Yates, prod. Warner Bros

  • Materiał promocyjny partnera

  • "Legendy Polskie. Film Twardowsky 2.0", reż. Tomasz Bagiński, Allegro

  • "Dorian Gray", reż. Oliver Parker, prod. Barnaby Thompson

  • "Ze śmiercią jej do twarzy", reż. Robert Zemeckis, prod. Universal Pictures

W średniowieczu znany był pogląd, że do wytworzenia eliksiru życia potrzebny jest kamień filozoficzny, mający rzekomo moc zmieniania metali nieszlachetnych w szlachetne. W ostatnich latach kamień niemal nieodłącznie kojarzy się z J.K. Rowling i pierwszą częścią sagi o Harrym Potterze - drogocennego klejnotu poszukuje tam nie kto inny, jak Lord Voldemort, pragnący odzyskać cielesną formę po skomplikowanych operacjach na swojej duszy, do których jeszcze wrócimy. W podobnym celu kamień filozoficzny chcieli zdobyć bracia Edward i Alphonse Elric z mangi “Fullmetal Alchemist” - młodzi alchemicy bez powodzenia próbowali wskrzesić ukochaną matkę, przez co również stracili ciała. Dodajmy, że w książce autorstwa Maxa McCoya kamienia filozoficznego - a właściwie manuskryptu kryjącego tajemnicę jego otrzymywania - szukał też Indiana Jones, ale już niekoniecznie w celach magicznych.

Duszę drogo sprzedam (albo nie)

Starym dobrym trikiem na nieśmiertelność są oczywiście szemrane konszachty z mrocznym jegomościem, który doskonale wie, że wieczne życie wcale nie jest kolorowe, dlatego za dar nieśmiertelności zabiera to, co człowiek ma w sobie najcenniejszego - duszę. Słynnego śmiałka, który zdecydował się wejść w diabelskie konszachty, mamy na rodzimym podwórku. Pan Twardowski zaprzedał duszę czartowi w zamian za wszelką wiedzę i zdolności magiczne, a że okazał się sprytniejszy nawet od diabła, udało mu się uciec z jego rąk, gdy ten postanowił przyjść po swoje. Jedna z wersji legendy głosi, że diabeł zgubił Twardowskiego, kiedy go uprowadzał; inna twierdzi, że uwolnił go, bo Twardowski nigdy nie wypowiedział jego imienia; przez taki obrót spraw przebiegły szlachcic miał wylądować na Księżycu, gdzie podobno mieszka do dziś. Wielką popularnością cieszyła się współczesna interpretacja tej historii w serii Allegro Legendy, gdzie Robert Więckiewicz wcielił się w Twardowskiego, którego życie na Księżycu niezwykle nudzi. Diabeł upomina się o swoje, ale Twardowski - jak to Twardowski - ma łeb nie od parady i ciągle żyje, jak chce, chociaż musi nieźle kombinować, żeby wyprowadzić czarta w polę.

Duszę na nieśmiertelność można wymienić również, jeśli wystarczająco mocno się o tym pomarzy - tak przynajmniej było w wydaniu Oscara Wilde’a w powieści “Portret Doriana Graya”. Tytułowy bohater pozował do portretu malowanego przez Basila Hallwarda, który aż za bardzo zachwycał się inteligencją i pięknem młodzieńca. Po ukończeniu prac nad obrazem Dorian, rozochocony płynącymi zewsząd komplementami, wypowiedział znamienne słowa:

Jakie to smutne – ja się zestarzeję i będę brzydki i odpychający. Ale portret ten na zawsze pozostanie młody [...] Gdybyż mogło być przeciwnie! Gdybym ja pozostał wiecznie młody, a obraz się starzał [...] Wszystko bym za to oddał! [...] Oddałbym własną duszę!

I jak sobie Dorian zamarzył, tak się stało - obraz zaczął żyć (prawie) własnym życiem i “przejmował” na siebie wszystkie grzeszki młodzieńca. Gray rzucił się w wir wydawania pieniędzy, wystawnych imprez, zaczął nadużywać alkoholu i narkotyków, ale ciągle wyglądał tak jak kiedyś, podczas gdy obraz stawał się coraz bardziej szpetny. Z amoku, który w pewnym momencie obrał wręcz morderczy kierunek, wyrwało go dopiero wbicie sztyletu w przerażający portret, co zabiło jego samego. Oscar Wilde napisał “Portret” jako przestrogę dla angielskiej arystokracji, oddającej się bez przerwy rozpuście i cielesnym uciechom, nie zważając na wszystko, co działo się dookoła. “Wszelki nadmiar, jak również każde wyrzeczenie, pociągnie za sobą własną karę” - stwierdził Wilde, odnosząc się do morału powieści.

MATERIAŁY PARTNERA
VIDEO: Zwiastun 'Cyberpunk 2077'

Fot. Materiały partnera

Żeby nigdy nie umrzeć, duszę można sprzedać, wymamrotać życzenie, ale niektórzy bohaterowie uciekali się w tej sferze do bardziej wymyślnych sposobów. Piję tu ponownie do Lorda Voldemorta, który planował rozszczepić swoją duszę na siedem części. Sześć z nich ukrył w takich przedmiotach jak np. dziennik czy pierścień dziadka, jedna pozostała w nim. Voldemort długo nie zdawał sobie sprawy, że przy pierwszym spotkaniu z Harrym Potterem powstał jeszcze jeden horkruks - w postaci samego Harry’ego. Antagonista z powieści J.K. Rowling mógł się cieszyć nieśmiertelnością do momentu zniszczenia wszystkich horkruksów, co wydawało się karkołomnym i niemożliwym zadaniem - i karkołomne było, ale nie niemożliwe. Saga autorstwa J.K. Rowling ma nieco gorzkie, ale jednak szczęśliwe zakończenie, m.in. dlatego, że Voldemort został oczywiście pokonany przez Pottera i spółkę. A to już kolejny dowód na to, że nic nie może przecież wiecznie trwać...

Nieśmiertelność przyszłości

Tak, wiem, zaszokuję was - dziś osiągnięcie nieśmiertelności nadal nie jest możliwe (a przynajmniej nie sposobami znanymi ludzkości), ale kto wie, jak będzie na przykład za 57 lat? Z takim pytaniem zmierzyli się twórcy gry "Cyberpunk 2077”, której fabuła - w dużej mierze wyznaczana przez wybory graczy - rozgrywa się w futurystycznym Night City. To megalopolis, w którym niemal wszyscy modyfikują swoje ciała za pomocą rozmaitych cudów technologii i myślą właściwie tylko o władzy, sławie i pieniądzach. Wcielamy się tam w V, postać, której możemy nadać zupełnie dowolne cechy. Naszą główną misją, obok zostania królem najemników, jest zdobycie jedynego w swoim rodzaju implantu - klucza do nieśmiertelności. Można powiedzieć, że to coś na zasadzie futurystycznego kamienia filozoficznego.

Droga do tego celu nie jest usłana różami, bo na każdym kroku czają się wrogowie, gotowi na wszystko, by pomieszać nam szyki. W rękach graczy pozostaje decyzja, czy nieśmiertelność będzie dla nich darem, czy raczej - jak to zazwyczaj bywa - paskudną klątwą. Wieczne życie raczej się nie opłaca, bo zawsze kosztuje o wiele więcej, niż jest w rzeczywistości warte. Być może w "Cyberpunku” będzie miało jakiś sens, jeżeli obłowimy się niewyobrażalną kasą i otworzymy sobie drogę do spędzenia wieczności tak, jak nam się żywnie podoba. ale trzeba pamiętać, że wieczność to cholernie długi czas.

Czytaj więcej: